poniedziałek, 17 kwietnia 2017

"Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga...", czyli Bruno Kadyna i "Metalowa Dolna".

Jest ktoś, kto porządkuje przestrzeń czyjegoś życia.
Jest ktoś, kto brzmieniem głosu porusza najczulsze struny serca.
Jest ktoś, kto marzy i planuje.
Ktoś, kto słucha i kto pragnie być słuchany.
Jest ktoś, kto denerwuje i bawi, kto wspiera.  
Jest ktoś.
Był ktoś.
Kogoś nie ma. 

 

 

 

 

 

Odchodzenie jest nieodłącznym elementem życia. Myśląc o przemijaniu przychodzi mi na myśl metafora drzwi. Ktoś wchodzi, ktoś wychodzi, a ktoś inny stoi w progu, niby gotowy do wyjścia, już w butach i płaszczu, ale wciąż jeszcze kurczowo ściskający klamkę. Właśnie w takim "wiatrołapie życia" spotykamy Tomasza i Kasię, bohaterów debiutanckiej mikro-powieści gdyńskiego autora Bruno (-na) Kadyny Metalowa Dolna


Aby bliżej poznać postać Tomka, zwanego Żyłką, autor prowadzi nas do piwnicy w rodzinnym domu bohatera, gdyż właśnie tam toczy się akcja utworu. Piwnica odgrywa znaczącą rolę - to tutaj znajduje się żelazna twierdza Tomasza - jego prywatna, nieco chaotycznie urządzona, siłownia. 


Klimat siłowni jest dziełem przypadku i lenistwa. Ściany z surowej cegły, podłoga z poukładanych na gołej ziemi płyt i trochę gratów. 


Treningi stają się pasją, nieodzownym elementem dnia, a jednocześnie próbą ucieczki przed widmem postępującej choroby żony.  Tomek wzmacnia ciało i wyciska podczas ćwiczeń siódme poty, jednak za tarczą zbudowaną z mięśni schowany jest wrażliwy mężczyzna, który nie do końca radzi sobie z zaistniałą sytuacją i ze zbliżającym się pożegnaniem. Czytelnik może odnieść wrażenie, że w ceglanych ścianach siłowni bohater próbuje stworzyć iluzję normalności, konstruować zbroję, która ochroni go przed nieuchronnym, uciszy strach i da nadzieję, że jeszcze będzie dobrze. Tymczasem czas Kasi, jak piasek, przelatuje między palcami. 
Odkładam telefon i gapię się w cegły. Czasami jest taka słaba, że nie ma siły otworzyć oczu, jakby ktoś wyłączył jej prąd.
Pewnego dnia rak zabiera Kasię. Zbroja pęka i okazuje się, że rzeczywistość przerasta Tomasza. Po kilku tygodniach, zupełnie nieoczekiwanie, w jego żelaznej twierdzy pojawia się niecodzienny gość -  Zgniatacz, mały stworek,  którego istnienie musi pozostać tajemnicą. 

Wyjątkowa wrażliwość Tomasza po stracie żony otwiera przed nim drzwi do fantastycznego świata, w którego istnienie nie uwierzyłaby ani troskliwa matka, ani Gruby, oddany przyjaciel. Autor wysuwa czytelnikowi kilka szuflad interpretacyjnych, dzięki temu w trakcie lektury wciąż zadajemy sobie pytanie: czy świat Bulwaków naprawdę istnieje, czy też bohater nie poradził sobie psychicznie ze stratą ukochanej kobiety i stworzył wyimaginowanego przyjaciela? Niezwykła, i jednocześnie specyficzna, relacja ze Zgniataczem jest z jednej strony ucieczką przed samotnością, z drugiej poszukiwaniem sensu i pragnieniem bycia potrzebnym.

Choć w mojej głowie zrodził się obraz Zgniatacza na kształt Bulwiaków z Magicznych Ogrodów (najprawdopodobniej ze względu na nazwę), to jednak autor nie kreśli dokładnego szkicu tej postaci. W sylwetce głównego bohatera można tymczasem odnaleźć spoiwa łączące go z samym autorem: pragnienie zostania jubilerem, czynne uprawianie sportu i zamiłowanie do muzyki. Z czterech ścian siłowni wychodzimy jedynie we wspomnieniach Żyłki. Innych bohaterów utworu poznajemy zatem dość pobieżnie: obiektywnie - za sprawą dialogów toczących się w ceglanym królestwie Tomasza oraz subiektywnie - patrząc na nich oczami głównego bohatera. Świat przedstawiony nie jest rozbudowany - został nakreślony dość skromnie, minimalistycznie. Czytelnik nie odczuwa jednak potrzeby rozbudowania tej klaustrofobicznej przestrzeni, ponieważ wpisuje się ona idealnie w styl nowelistyki i nadaje utworowi dodatkowego znaczenia. Autor pozostaje konsekwentny, a jego mikro-powieść spójna do ostatnich stron.

Książka napisana jest lekkim, prostym stylem. Bruno Kadyna nie tworzy rozbudowanych opisów, ani kwiecistych metafor. Choć zdecydowanie jestem zwolenniczką bardziej plastycznego, dygresyjnego stylu, to w tym przypadku muszę przyznać, że język współgra  z narracją pierwszoosobową, sprawiając, że przy minimum słów dostajemy maksimum treści. Dodatkowo mamy możliwość bliższego poznania charakteru i zrozumienia motywacji głównego bohatera.


Metalowa Dolna została stworzona na zasadzie kontrastu. Z jednej strony obserwujemy męski, realny świat, z drugiej - fantastyczną, tajemniczą krainę małych stworzeń, zwykle występującą w literaturze dziecięcej i młodzieżowej. Pojawienie się Bulwaka w życiu Tomasza, budzi wątpliwości nie tylko u dorosłego czytelnika, ale również u samego bohatera. Granica między iluzją i prawdą jest bardzo cienka, dlatego podczas lektury czytelnika coraz bardziej nurtują pytania: Czy Tomasz odkrył istnienie osobliwych, miniaturowych stworzeń, czy po prostu nie udźwignął ciężaru żałoby po stracie ukochanej kobiety? Czy bohater odkrył inny świat, czy też stworzył go w swojej głowie? Gdzie kończy się magia, a zaczyna szaleństwo?


Metalowa Dolna, to niewątpliwie udany debiut literacki. Autor zdecydował się na krótką formę, w której zawarł wszystko to, co znaleźć się w niej powinno: ciekawą fabułę, spójne postaci, realistyczne dialogi i element zaskoczenia. Największym atutem tej mikro-powieści jest jednak stosunek autora do czytelników, traktującego ich jako kompetentnych uczestników opowieści, pozostawiając miejsce dla interpretacji i wyobraźni. 



Danie dnia:
Metalowa Dolna
  • Niepozorna historia o życiu i śmierci, miłości i samotności, tęsknocie i żałobie. 
  • Studium psychologiczne w lekkostrawnym sosie słodko-kwaśnym, bajkowo-realistycznym.
  • Mała porcja dająca uczucie sytości.


Wydawnictwo Filologos
Ilość stron: 112
Rok wydania: 2015


Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi. :)


matematycznie: 7/10




"Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga...", czyli Bruno Kadyna i "Metalowa Dolna".

Jest ktoś, kto porządkuje przestrzeń czyjegoś życia. Jest ktoś, kto brzmieniem głosu porusza najczulsze struny serca. Jest ktoś, kto m...